Top

Jak zapewne niektórzy z was wiedzą, mieszkałam w każdym z trzech krajów. Taki sobie postawiłam kiedyś cel w życiu i udało mi się go zrealizować.

W Włoszech zamieszkałam dwa razy. Pierwszy raz po I roku studiów przez niespełna dwa miesiące byłam na kursie językowym w przepięknej Veronie, a rok później wyjechałam na roczną wymianę studencką do Genui. Włochy znam prawie całe (łącznie z wyspami) poza Puglią, którą z pewnością niebawem odwiedzę. Dodatkowo studiowałam Filologię włoską, stąd moja duża świadomość kultury i historii tego państwa.   W Portugalii mieszkałam przez 11 miesięcy. Tam również udało mi się dostać na wymianę studencką z drugiego kierunku studiów. Miałam dylemat pomiędzy Lizboną, a Porto, ale ostatecznie zdecydowałam się na stolicę, która miała dużo więcej do zaoferowania. Poza tym kilka osób powiedziało mi, że Porto na dłużej jest zwyczajnie nudne. Przez te 11 miesięcy udało mi się zwiedzić całą Portugalię oraz jedno z najpiękniejszych miejsc na ziemi – Azory. Miałam przyjemność uczestniczyć w przeróżnych imprezach i festiwalach – Queima das Fitas, Santos Populares i Carnaval de Torres Vedras.   W Hiszpanii bardzo chciałam zamieszkać, ale moja druga uczelnia miała podpisane umowy z dość nieciekawymi uczelniami w Cuence, Almerii i w jeszcze jakiejś małej mieścinie. Po powrocie z Portugalii wyjechałam na 2,5 miesiąca do Azji, ale ta Hiszpania nie dawała mi spokoju i tak pewnego dnia obudziłam się w Kambodży napisałam list motywacyjny (CV już miałam napisane po angielsku) i postanowiłam poszukać stażu w Hiszpanii. Moimi celami był Madryt i Walencja, czyli moje ukochane dwa miasta. Wiele firm miało swoje siedziby w Barcelonie, dlatego postanowiłam spróbować też i tam. Pech chciał, że odezwały się do mnie jedynie osoby z Barcelony, przeszłam proces rekrutacyjny i po powrocie z podróży ponownie spakowałam swoją 32 kg walizkę i wyruszyłam rozpoczynać swoje życie od nowa w 4 już miejscu na świecie.   W Barcelonie mieszkałam 6 miesięcy, ale ze względu na moich przyjaciół Hiszpanię odwiedziłam wcześniej kilkanaście razy i udało mi się ją zjechać wzdłuż i wszerz po Kraj Basków przez Asturias, Galicję aż do Andaluzji. Brałam też udział w większości świąt i fiest takich jak Semana Santa, Cabalgata de Los Reyes Magos, Feria de Sevilla, Los Patios de Cordoba, Las Fallas de Valencia, Carnaval de Sitges itd.   Często znajomi pytają mnie: Bardziej podobała Ci się Hiszpania czy Włochy? Gdzie polecałabyś wyprowadzkę do Hiszpanii czy Portugalii? Zawsze trudno było odpowiedzieć mi na to pytanie, bo mimo, że wielu z was te kraje wydają się bardzo podobne, to takie nie są. Różnią się one pod każdym względem i chciałabym wam te kontrasty przestawić. Należy mieć na uwadze, że jest to MOJA opinia oparta na MOICH doświadczeniach i przeżyciach. Każdy może mieć inne preferencje i upodobania.   Postanowiłam porównać te trzy kraje pod kątem 5 kategorii:  

  1. Ludzie
  2. Architektura
  3. Krajobrazy
  4. Kuchnia
  5. Życie nocne + atrakcje

1. Ludzie

W tej kategorii Portugalia odpada na przedbiegach. W moim odczuciu (nie tylko moim, bo konsultowałam to niejednokrotnie z moimi znajomymi) Portugalczycy są zakochani w sobie i swoim narodzie, uważają się we wszystkim najlepsi, a Portugalki są bardzo aroganckie i niesympatyczne dla dziewczyn zza granicy (zwłaszcza z naszych stron). Ja w Lizbonie spędzałam czas z Brazylijczykami, Hiszpanami i Włochami. Jestem osobą towarzyską i kontaktową, a trudno mi było znaleźć nić porozumienia z ludźmi ze studiów, tym bardziej, że nie chcieli nas – studentów zagranicznych przyjmować do swoich grup bez wcześniejszych debat i konsultacji pomiędzy nimi. Czekałyśmy z koleżanką Włoszką tydzień aż dadzą nam odpowiedź czy możemy zrobić z nimi projekt.   Włosi, tutaj mam mieszane uczucia, bo mieszkałam w Ligurii, gdzie mieszkańcy tego regionu nie należą do najsympatyczniejszych. Są zamknięci, oschli i bardzo skąpi. Na szczęście studiuje tam wielu Sycylijczyków, gdyż jest tam jeden z najlepszych fakultetów Ingenergia navale i tanie połączenia z Palermo. Jestem kobietą i w moim odczuciu trudno o koleżankę Włoszkę, mam bardzo wielu kolegów, ale niewiele koleżanek (dokładnie DWIE – Ariannę i Valerię). Po wielu rozmowach z moimi przyjaciółkami Hiszpankami i Francuzkami doszłyśmy do wniosku, że Włoszki są bardzo zaborcze, zazdrosne, a czasem nawet chamskie i agresywne. Kiedyś zostałam pobita przez współlokatorkę z San Remo, ale o tym opowiem kiedy indziej. Osoby płci męskiej uwielbiam. Mam bardzo wielu kolegów z Rapallo, Mediolanu, Turynu Neapolu, Sycylii i są oni śmieszni, życzliwi, otwarci, sympatyczni i zawsze skorzy do pomocy. Nigdy z żadnym z nich mnie nic nie łączyło, bo od wielu lat mam chłopaka i była to jedynie, od początku do końca, relacja czysto przyjacielska. Zarówno w Hiszpanii, jak i Portugalii większość moich znajomych stanowili Włosi.   W Hiszpanii jedynym problemem może być bariera językowa, bo trzeba mieć na uwadze, że znajomość angielskiego to nie jest najmocniejsza strona tego narodu. Jednak po przełamaniu pierwszych lodów Hiszpanie są towarzyscy, koleżeńscy, spontaniczni i BARDZO zabawni (nie mówię o Katalończykach, bo to temat na dłuższą rozprawkę). Nie ma lepszego kompana na imprezę niż Hiszpan. Za kołnierz nie wylewają, są spontaniczni, ładnie tańczą do białego rana i mają dużo energii. Od zawsze znajduję wspólny język i uwielbiam spędzać czas z mieszkańcami Półwyspu Iberyjskiego.

2. Architektura

Kocham Lizbonę, ale nie można jej porównywać z architekturą włoskich czy hiszpańskich miast. Tutaj miałabym dylemat pomiędzy tymi dwoma państwami, ale chyba jednak wybrałabym Włochy. Florencja – kolebka renesansu, Rzym, Wenecja – kolebka romantyzmu to miejsca, których nie można zestawić z żadnymi innymi miastami na świecie. Aczkolwiek Barcelona, Girona i Sevilla są równie piękne.

3. Krajobrazy

W tej kwestii mam niemały kłopot, bo malownicza Toskania jest przepiękna. Sardynia też mi się bardzo podobała. Uwielbiam Cinque Terre, Dolomity i Lago di Garda.   Pod względem plaż wygrywa Portugalia, której południe to istny raj. Krajobrazy niczym z katalogów podróżniczych, woda turkusowa (i zimna, bo to ocean hihih), wiele dzikich linii brzegowych, które wyglądem przypominają te w Australii.   Każdy z tych krajów jest piękny na swój sposób, ale moi faworyci to Włochy i Portugalia.

4. Kuchnia

To zależy od preferencji, a o gustach się nie dyskutuje. Kuchnia włoska jest uwielbiana przez cały świat, ale ja nie jestem fanką tego typu potraw. Od czasu do czasu mam ochotę na dobry makaron czy pizzę, ale nie mogłam spożywać tego typu dań codziennie. Restauracje we Włoszech są też relatywnie drogie i mało kogo stać, żeby wyszedł na owoce morza czy mięso “na mieście” częściej niż raz w tygodniu.   Hiszpania – jak dla mnie nie ma tam nic odkrywczego, dosyć tłusto, paella bez szału, uwielbiam tapasy i pulpo a la gallega, ale moim zdaniem nie jest to najlepsza kuchnia świata. Nie jest nawet w mojej pierwszej dziesiątce.   Portugalia to zdecydowanie mój faworyt. Tanio, lekko, prosto i smacznie. Kocham ryby i owoce morza, a tam jest tego pod dostatkiem i to w bardzo przystępnej cenie. O cenie wina już nie wspomnę.

5. Życie nocne + atrakcje

Na pewno nie Włochy. W większości miejsc w których byłam kluby zamykają o 2.30-3 (max 4) w nocy. Włosi są trochę drętwi, a dziewczyny strasznie się stroją. Atrakcji jest stosunkowo niewiele, bo nie spotkałam się z marketami z kuchniami świata, z pracami młodych projektantów ani żadnymi fajnymi festiwalami. Moim zdaniem Włochy są przepiękne, ale trochę nudne. Ja jestem osobą rozrywkową i żadne miasto nie spełniło moich oczekiwań.   W Portugalii są różnorodne imprezy plenerowe, festiwale, wydarzenia kulturowe, piwo za 1 euro na Bairro Alto, muzyka live na tarasach widokowych, czerwiec to jedna wielka impreza na ulicach w rytmie Pimby. Bardzo mi się podoba niezobowiązujący strój – niejednokrotnie wyszłam na imprezę w koszuli flanelowej, conversach i bez makijażu. Atrakcji jest bardzo wiele – feira vintage, targi, koncerty, jazz sessions, patio de cerveja, darmowe festiwale muzyczne w parku i nad rzeką i wiele innych.   Hiszpania to zdecydowanie mój faworyt, ale to nie powinno was zadziwić. Imprezy odbywają się tam codziennie przez reggaeton, r&b, rock aż po dobry house i techno. I nie ma znaczenie czy mamy akurat poniedziałek czy sobotę – parkiet zapełniony jest aż po brzegi. Dodatkowo każde miasto ma raz w roku swoją imprezę oraz wiele fiest tematycznych takich jak np. San Fermin w Pamplonie czy Tomatina w prowincji Walencja. Madryt i Barcelona mają bogaty wachlarz atrakcji takich jak targi śniadaniowe, zloty food trucków, przeróżne festiwale, markety vintage i dyi, imprezy okolicznościowe (np. Santa Muerte) i wiele innych. Tam w weekend nie mamy prawa się nudzić. Nawet najbardziej wybredne osoby znajdą coś dla siebie.

Podsumowując, żadne z tych miejsc nie jest idealne. Każde ma plusy i minusy. Nie mam swojego ulubieńca. Kocham każde miejsce za coś innego. Włochy za język i architekturę, Portugalię za owoce morza i plaże, a Hiszpanię za ludzi i nocne życie.

Komentarze:

  • 25 kwietnia 2018

    Bardzo ciekawy i świetnie napisany post!!! Besos

    Odpowiedz...
  • 24 maja 2018

    Bardzo podoba mi się opis krajów i miejsc ,które zwiedziłaś- mieszkałaś…Bardzo dobrze przedstawiłaś co ,gdzie i jak…Masz dar przekazywania wiedzy i informacji;) Pozdrawiam serdecznie..

    Odpowiedz...
  • 16 listopada 2018

    Zgadzam się ze wszystkim! Mimo że od zawsze najbardziej fascynowały mnie Włochy, to jednak styl życia Hiszpanów i to, jak się potrafią bawić przekonuje mnie najbardziej!

    Odpowiedz...
  • 24 września 2019

    Zapraszamy do Hiszpanii 🙂 !

    Odpowiedz...

napisz komentarz