Top

1992-2009

Urodziłam się w 13 maja w Warszawie, żyłam sobie w Konstancinie- Jeziornie w domku na kurzej łapce po szewcu, mój pokój zrobiony został z garażu, dzieliłam z mamą szafę i zawsze marzyłam, żeby mieć własną z tylko moimi ubraniami. W wieku 7 lat pojechałam już kolonię-obóz na Mazury z moją koleżanką Paulinką z zerówki, a w wieku 8 lat pierwszy raz poleciałam samolotem za granicę z rodzicami na all ekskjuzmi na Zakintos do Grecji. W między czasie jeździłam na sporo obozów artystycznych (szermierka, tańce ludowe, lepienie z gliny itp.) organizowanych przez Dom Kultury w Piasecznie. W 3 klasie pojechałam do Danii ze szkołą z południa Polski, gdzie uczyła ciocia mojej koleżanki. Mieszkaliśmy wtedy w duńskim gimnazjum, spaliśmy w śpiworach na materacach, a ławki służyły nam za szafy, pamiętam, że te szkoły w większości miały outdoorowe baseny i bardzo mi się to podobało. W 5 klasie pojechałam na pierwszy zagraniczny obóz na Lazurowe Wybrzeże do Francji, potem byłam jeszcze w Bułgarii, w Rimini we Włoszech i gdzieś na wybrzeżu hiszpańskim. Raz na dwa lata wyjeżdzałam też z rodzicami na all ekskjuzmi – głównie greckie wyspy, hiszpańskie wyspy, Tunezja, Egipt i Sardynia. Zaczęliśmy budować nasz piękny, duży dom, miało być pięknie jak w bajce, ale życie to nie bajka. Za długo tam nie pomieszkaliśmy.

Chodziłam do państwowej podstawówki w Chylicach koło Konstancina, zawsze byłam dobra w nauce, miałam czerwony pasek na świadectwie, na koniec roku dostawałam wiele nagród i na zakończenie podstawówki rodzice nawet dostali list gratulacyjny (jako jedni z 6 rodziców w całej szkole). Brałam udział w każdych zajęciach po-lekcyjnych – chór, śpiew, rysunek – i powiem wam szczerze: NIGDY nie przejawiałam żadnych zdolności artystycznych ani wokalnych.

W 5 klasie pojechaliśmy na zieloną szkołę (tak to się chyba nazywało) i w ośrodku mieszkaliśmy z szalonymi dziewczynami z katolickiej szkoły Sióstr Nazaretanek w Warszawie. Tak strasznie mi się spodobały, że codziennie podłączałam się po szkole do Neostrady i czytałam o tej szkole. Okazało się, że pracuje tam mój stryjek. Powiedziałam rodzicom, że chciałabym tam pójść do gimnazjum. Ten pomysł im się początkowo nie spodobał, w końcu nigdy nie byliśmy przesadnie katolicką rodziną. Ja chodziłam do kościoła z rodziną mojej sąsiadki, bo zakochana byłam w ministrancie Marcinie H. Ostatecznie poszłam tam od 2 gimnazjum, było to na rękę moim rodzicom, bo już się między nimi nie układało i tak było wszystkim wygodnie, a ja dodatkowo uparłam się, że chcę mieszkać w Internacie.

Cały czas jeździłam na obozy, zaczęłam chodzić na imprezki dla nastolatków z Lizą, Melanią i Laurą – Papayas, Carnaby, Hotl, Piekarnia. Z początku były to takie spotkania wieczorne w klubach po obozach z jego uczestnikami, a potem już chodziłam na tańce do 1 w nocy. Czasem zdarzało mi się coś chlupnąc w kinie przed melanżykiem (nigdy nie później niż do 19, żeby rodzice się nie zorientowali) albo w bramie na Chmielnej około 16, ale co złego to nie ja. Zawsze było to kontrolowane i odbierali mnie moi lub Lizy rodzice, która akurat wróciła z Torunia po 6 latach nieobecności i nasza przyjaźń z zerówki odżyła na nowo. No powiedzmy, początki były ciężkie i byłam dla niej trochę wredna.

Potem poszłam do liceum i nie ma co ukrywać – na maxa mi odwaliła ta Warszaffka. Wagarowanie, zagrożenia z 6 przedmiotów (serio!), piwkowanie z kolegami na ursynowskich górkach i jeszcze inne złe rzeczy. Niby mieszkałam 10 km od Warszawy, ale jesteśmy “sypialnią” Warszawy i korki były zawsze straszne więc po 2 miesiącach zamieszkałam u siostry ciotecznej taty, która miała mieszkanie 2 przystanki autobusowe od mojej szkoły. Aga złamała nogę i nie mogła wdrapywać się na 3 piętro kamienicy bez windy, w związku z tym przeprowadziła się do rodziców pod Warszawę, a Magda?

A Magda postanowiła przestać chodzić do szkoły -zaczęło się od tego, że czytałam Zmierzch i tak się wciągnęłam, że przeczytałam wszystkie 3 części w 2-3 dni i nie poszłam wtedy do szkoły. Potem się wkręciłam i po feriach nie poszłam do szkoły przez prawie miesiąc, większość czasu przesiadywałam w słynnym barze Zakątek na Chmielnej, który sprzedawał alkohol nieletnim. Tata jednak to odkrył, był mega przypał na chacie i miałam 2 h na spakowanie się i powrót do domu. Musiałam znowu dojeżdżać trzema środkami transportu (autobus, metro, autobus) i wychodzić z domu o 6, żeby zdążyć do szkoły na 8. W maju rodzice podjęli decyzję, że zmienię szkołę na liceum w Piasecznie. Jedno z lepszych w województwie mazowieckim, ale nie chciałam tam chodzić, bo wtedy uważałam, że chodzą tam (dosłownie, nie chcę nikogo obrazić) lamusy i kujony w kapciach (taki był wymóg tej szkoły KAPCIE, co to ma być?), całe wakacje przygotowywałam się do testów, które musiałam zdać do nowego liceum.

To był 2009 rok i miałam 17 lat, ale rodzice zgodzili się, żebym pojechała na Openera i na 10 dni z koleżankami z liceum pod namiot do Chałup. Wcześniej już wyjeżdzałam sama w tamte rejony do przyczepy mojej koleżanki rodziców. Zdałam egzaminy, zmieniłam szkołę i uspokoiłam się. Przestałam wagarować, zaczęłam się znowu uczyć, nie imprezowałam. Miałam dużo znajomych – chodziłam do dwóch rożnych szkół (podstawówka w Chylicach, gimnazjum sióstr Nazaretanek) i dwa różne licea. Do tego dochodzą wszystkie zajęcia pozalekcyjne w szkole, w Domu Kultury w Piasecznie, wyjazdy, obozy, kolonie.

2009 rok

Zmieniam szkołę. Jestem już spokojna i ułożona. Stwierdzamy z Lizą, że wyjeżdżamy na jakiś zimowy obóz do Włoch. Poznaję moją przyjaciółkę Maję, która zaprasza mnie do siebie, bo usiadłam na kupie i muszę wyczyścić kurtkę. Bardzo szybko się przede mną otwiera, od razu jest między nami nić porozumienia, rozmawiamy kilka godzin i znamy swoje sekreciki i przypałowe historie.

31 grudnia – Sylwester, którego zapamiętam do końca życia. Miałam zaproszenia na 3 różne imprezy. W końcu zdecydowałam się na taką w Dąbrówce u kolegi-koleżanki z klasy w liceum. Pojechałam tam z moją najlepszą przyjaciółką Olą, która powiedziała rodzicom, że oglądamy u mnie filmy. W autobusie spotkałyśmy Freda (naszego kolegę ze szkoły) z Adixem (moim przyszłym mężem), którego widziałam już 3 lub 4 raz i bardzo mi się podobał. Strasznie tam się nudziłyśmy, więc postanowiłyśmy zmienić imprezę.

Niestety, pomyliłyśmy pociągi i zamiast do Zalesia Górnego pojechałyśmy do Dolnego (czy odwrotnie), północ spędziłyśmy z konduktorem (melanż roku!), potem się zgubiłyśmy. Byłyśmy na totalnym zadupiu, na drodze nie było nikogo, nie miałyśmy jeszcze wtedy Internetu w telefonie ani kart płatniczych. Pamiętam, że kupiłyśmy sobie wtedy takie szpile bordowe w Reserved, w których nie umiałyśmy chodzić. Ola płakała, ja dzwoniłam domofonem do ludzi i pytałam o drogę. Bezpańskie psy nas ganiały, jakiś typ nas chciał zaciągnąć do domu, bo myślał, że jesteśmy Paniami do towarzystwa. Próbowałyśmy złapać stopa, ale nie było tam żadnego samochodu.

W końcu zatrzymałyśmy jakąś taxówkę, ale stawka była x100000 – mój talent aktorski osiągnął poziom zenitu i zaczęłam płakać, że to najgorszy Sylwester w moim życiu, że chłopak mnie rzucił, okradli mnie i Pan zawiózł nas za 1/20 ceny. Podjechaliśmy pod dom w Skolimowie (ja zgubiłam klucze, a Ola nie mogła wrócić do domu nad ranem, bo przecież filmy u mnie oglądała…), gdzie był Adi i Liza, ale był on zajęty obściskiwaniem sie z K, która jest teraz moją bliską koleżanką (wtedy jej nie znałam i z nią wiąże tez się ciekawa historia w moim życiu). Poszukałam Lizy, powiedziałam, jej, że taxa czeka, ale musi zapłacić i jedziemy do niej na chatę.

2010 rok

luty – wyjeżdzam do Białki Tatrzańskiej z kilkoma kolegami ze szkoły Lizy, jest tam Adi, w którym już jestem zakochana. W trakcie okazało się, że kolega z naszej ekipy był we mnie zakochany i potem paczka znajomych nam się rozbiła. Wtedy jest też czas, że co piątek i sobotę wychodzę z domu, życie towarzyskie rozkwita.

luty/marzec – Adi pisze do mnie na gadu-gadu, chce pożyczyć ode mnie brytyjski serial Skins, 13 marca Adi wyznaje mi miłoś NA OCHOCIE W MIEJSCU GDZIE LĄDUJĄ I STARTUJĄ SAMOLOTY heh huhu no nieźle, serio tak było. Szybko się chłopak zakochał, a ja niby taka niedostępna, jak to kobieta nie wie czego chce. Niby o tym marzyłam, ale jednak nie, uciekłam na chatę.

maj – Kraków, po raz pierwszy wyjeżdzam gdzieś sama z Adim

czerwiec/lipiec – jadę z Lizą na Openera i śpimy w mieszkaniu u jej cioci w Gdyni, potem przyjeżdza Adi pociągiem słonecznym i jedziemy razem pod namiot do Chałup (to było od zawsze moje ulubione miejsce)

wrzesień/grudzień – spędzamy dużo czasu z Adim, to jest era legalnych dopalaczy, wielu ludziom odwala, przestajemy imprezować, siedzimy sobie w domu, oglądamy filmy, zmiana o 180 st

2011 rok

maj – rodzice się rozwodzą, wyprowadzam się do babci, zdaję maturę, drukuję z Olą po 50 CV i roznosimy je jeszcze przed maturami ustnymi gdzie się da – Auchan i okoliczne sklepiki, Fashion House, jakieś biura na asystentkę i recepcjonistkę w Warszawie

czerwiec – zaczynam pracę w lumpeksie na bazarku w Piasecznie, a Ola w Veromodzie w Fashion House. Nie wiem na jakie chcę iść, studia, chcę zrobić gap year, ale rodzice się nie zgadzają, decyduję się ostatecznie na filologię włoską, bo to jedyny kierunek językowy, który nie wymagał znajomości drugiego języka, a stwierdziłam, że nauczę się chociaż czegoś pożytecznego (znałam francuski, ale darzyłam go szczerą nienawiścią). Przed rejestracją idę do mojej sąsiadki, która chodziła do klasy z K (ta która obściskiwała się z Adim na Sylwestra i szczerze mnie nie lubiła), na stole leżą wyniki K z matury (dużo lepsze niż moje) i wtedy właśnie wybieram kierunek studiów, bo stwierdzam, skoro ona się dostanie, to i ja 😀 i tak była-niedoszła mojego Gacha zdecydowała o moim kierunki studiów, a teraz jesteśmy bardzo bliskimi koleżankami.

wrzesień – wyjeżdzam na pierwsze i ostatnie all ekskjuzmi z Adim do Turcji, zaczynam pracę w amerykańskim korpo

październik – zaczynam studia, wyprowadzam się z 200m2 w zajebistym Konstancinie (pół życia rodzice budowali ten dom i pomieszkaliśmy tam max 3 lata) do 30m2 mieszkania w nieciekawej dzielnicy w Piasecznie. Zaczyna mi się depresja, śpię całe dnie, po 16h snu nie mam siły wstać, nie wychodzę z domu, nie mam na nic siły, tracę znajomych, nie potrafię integrować się na studiach, odwołuję wszystkie spotkania w ostatniej chwili. Mam właściwie kontakt tylko z mamą, babcią, Adim i Majką, Mój tata zaczyna mieć nową rodzinę, nie radzę sobie z tym, nie potrafię się zaadaptować do nowej sytuacji. W trakcie wychodzą moje wszystkie problemy z tarczycą. Przytyłam kilka kg.

Tracę kontakt z moją najlepszą przyjaciółką Olą. I już teraz powiem wam, że to jest najgorsze co możecie zrobić – urywać kontakt z przyjaciółmi, bo jesteście zaoferowani nową miłością. Trzeba w tym zachować duży balans. W życiu różnie bywa i potem możecie zostać sami.. Ważne jest aby w związku mieć swoje życie, swoich znajomych i zdrowe podejście. Ja już raz popełniłam ten błąd, ale szybko zmądrzałam.

2012 rok

Depresja trwa, mam przypał na studiach, nie zostaję dopuszczona do najważniejszego egzaminu PNJW (praktyczna nauka języka włoskiego) na studiach. Ledwo przechodzę na 2 rok, tylko dzięki temu, że mam naprawdę dobre oceny.

W marcu dowiaduje się o kursie, który organizuje i współfinansuje UW z Instytutem włoskim w Warszawie. Rozmawiam o tym z rodzicami i aplikuję do miast, w których jest tylko jedno miejsce. Nie chcę jechać z nikim. Od zawsze tak mam. Uważam, że ludzie mnie zbędnie ograniczają, stwarzają jakieś problemy, fochy i przez nich nie integruję się z innymi.

lipiec – lecę sama do Bergamo, stamtąd jadę do Mediolanu i pociągiem do Verony, gdzie zamieszkałam na kilka tygodni, na kursie jest większość starszych osób, ale poznaję 2 Wenezuelczyków, Niemkę i Filipińczyka, zaczyna mi się nudzić i podróżuję po Włoszech, chodzę do kafejki, pierwszy raz śpię w hostelu, odwiedzam Padwę, Wenecję, Bolonię, Florencję, Pisę, Gardę, Mediolan

wrzesień – zainspirowana koleżanką Asią i jej wyprawą wakacyjną z koleżanką do Londynu organizuję pierwszą podróż, jadę z mamą do Londynu, kupujemy bilety tanimi liniami za 500 zł za osobę i wtedy myślę, że to bardzo tanio

październik – poznaję P, która po latach okazuje się najbardziej toksyczną osobą jaką przyszło mi poznać i zaczynamy dużo razem wychodzić, poznaję międzynarodowych studentów w Warszawie, otwieram się na nowo na ludzi

2013 rok

luty – po wielu namowach Adriana i koleżanek aplikuję na Erasmusa, znowu jedyne miasto, gdzie jest 1 miejsce, żeby nie mieć żadnej kuli u nogi hahaahah

sierpień – piszę na grupach Erasmusowych itp, że szukam mieszkania, odzywa się do mnie Louise, a potem Lothar (potem moje najlepsze ziomki)

wrzesień – moi rodzice postanawiają wynająć nasz rodzinny dom, muszę spakować wszystkie swoje rzeczy, jest czas przykrych wspomnień, wyprowadzam się do Genui do Włoch z dwiema walizkami po 32 kg (ja Magda 157 cm wzrostu). Z lotniska odbiera mnie jakiś Włoch zapoznany na stronie internetowej uczelni, mama szaleje ze zmartwienia. Z początku nie jest lekko, zamieszkuję w hostelu, spotykam się z Lotharem, który wcześniej do mnie pisał, szukamy razem mieszkania, ale kontakt się urywa. Kilka dni później pisze, że on już coś znalazł. Mam problem z rozmowami przez telefon po włosku, wstydzę się dzwonić. Nie potrafię załatwić wszystkich dokumentów, nikogo nie znam. Jestem w pokoju z Hiszpanami, które znają jedynie hiszpański.

Mam problem z mieszkaniem, poznaję w autobusie starszą Panią, mocno creepy, ale zabiera mnie do swojego domu i proponuje wynajęcie pokoju, podobno mieszkają tam mili Włosi, dzień później się przeprowadzam, w nocy wchodzi mi do łóżka jakiś Albańczyk, nie znam nikogo, dzwonię z płaczem do Lothara i mówię, że nie znam nikogo i nie wiem co mam robić. Odpowiada, że u niego jest wolny pokój i, że da mi numer do córki właścicielki, nie widziałam tego pokoju, ale jestem zdecydowana. Okazuje się, że to jest dosłownie 6 ulic ode mnie, więc idealnie w tej dzielnicy, w której chciałam mieszkać .Dzień później się wyprowadzam, to jest dzień kiedy wszyscy studenci zagraniczni jadą na wycieczkę do Cinque Terre – zapoznają się, a ja jestem bezdomna.

Na takich wyjazdach bardzo ważne jest, żeby poznawać ludzi na początku, kiedy wszyscy są jeszcze sami i się nie znają, bo potem powstają grupki i ciężko wbić się do takiej ekipy.

Ważne jest wychodzenie z inicjatywą, ja organizowałam spotkania, wyjścia do teatru, międzynarodowe kolacje – każdy przygotowywał danie typowe dla swojego kraju itp. Integrowałam ludzi. Wszyscy byliśmy nowi w mieście i trochę zagubieni.

grudzień – jadę z ekipą do Mediolanu i pierwszy raz śpię na airbnb, taki rozpierdziel zrobiliśmy, że kosztowało mnie to 100 euro kaucji

2014 rok

Podróżuję, imprezuję, podróżuję, imprezuję.

luty – dzięki Anecie odkrywam couchsurfing, wraz z Aissą jedziemy do Londynu, postanawiam zmienić mieszkanie i wynająć z Louise 2-osobowy pokój, żeby mnie wydawać i więcej mieć na podróże (wcześniej to było dla mnie nie do pomyślenia, cenię sobie swoją przestrzeń)

podróżuję poza granice Włoch (Francja, Holandia, UK, Sardynia, Sycylia) + każdy weekend spędzam pozą Genuą, exploruję Włochy na maxa

czerwiec – aplikuję na drugi kierunek, stwierdzam, że studia językowe nic mi nie dadzą, muszę mieć konkretny zawód

sierpień – Adi przyjeżdza i zabiera mnie na chatę

wrzesień – bronię licencjat na UW

październik – nie dogaduję się z mamą, rozpoczynam nowe studia

listopad – wyprowadzam się z domu do Majki na Wolę (dzielnica Warszawy), imprezki nie znają granic, moim drugim domem staje się Pijalnia Wódki i Piwa

grudzień – odwiedza mnie Geno, Aisa i Szilvi w Warszawie, jedziemy na Sylwestra do Wrocławia, a potem 1 stycznia do Krakowa

2015 rok

Rozstaje się z Adim na kilka miesięcy, totalnie mi odjeb***

Sporo podróżuję, odwiedzam znajomych w ich krajach, jadę na 2 tygodnie do Andaluzji z moimi dziewczynami.

lipiec – znajduję ofertę pracy we Włoszech jako tłumacz przy inwentaryzacji środków trwałych w Sanguinetto koło Werony, cała rodzina jest pewna, że mnie wywiozą na organy lub sprzedadzą do domu publicznego, nad ranem podjeżdza czarny Passat, w którym siedzi 4 typa i jadę do Włoch, gdzie zarobiłam niezłą sumkę, wracam i okazuje się, że Maja jedzie do Stanów z kuzynką naszej koleżanki z liceum, która jest tam na 3 czy 3 miesięcznym programie Work and Travel i dziewczyny chcą do nich dołączyć na same podróżowanie, proponują mi, żebym dołączyła

sierpień – załatwiam wizę, kupuję bilety i lecę, kiedy jak nie teraz? Tata mnie do tego namawia, bo potem będę miała pracę i 20 dni urlopu (hehe, nikt nie wie, że powstanie 3 lata później Pani Cebula). Babcia daje mi kasę na bilet, rodzice 500 dolców i lecę. Wydałam ta około 12 tysięcy na te 7 tygodni, ale dużo zarobiłam we Włoszech + spałyśmy w aucie, na couchsurfingu i w hostelach w dormie.

grudzień – lecę z moimi psiapsiami z Erasmusa do Barcelony i Walencji (taka tardycja, że spędzamy Sylwestra razem)

2016 rok

Mieszkam u Majki, udzielam korepetycji, pracuję w gastro, robię staż w UPS SCS. Niby fajnie, ale czegoś mi brakuje, czuje, że się nie rozwijam, moje języki stoją w miejscu. Postanawiam, że wyjadę na rok na studia za granicę. Rozmawiam o tym z Adim, nie jest lekko, ale rozumie i zgadza się. Informuję o tym rodziców. O dziwo całkiem dobrze reagują.

Dostaję Stypendium Naukowe Rektora dla najlepszych studentów.

W maju moja najlepsza przyjaciółka wychodzi za mąż i chociaż bywało między nami różnie, nie miałyśmy przez jakiś czas kontaktu, to nasza przyjaźń rozkwita i to ja jestem Świadkową na jej ślubie.

W czerwcu mam przypał na studiach, pierwsza poprawka an tym drugim kierunku (miałam stypendium rektora dla najlepszych studentów) i postanawiam walczyć z systemem i niesprawiedliwością świata, wpadam w duży konflikt z Panem Pułkownikiem (szkoła wojskowa) i kończy się to prawie wydaleniem z uczelni (bezpodstawnym) i egzaminem komisyjnym.

W sierpniu kończę kompletować z Adim nasz sprzęt biwakowy i jedziemy pod namiot do Chorwacji.

Zdaję komisa +/- 15 września, a semestr w Portugalii rozpoczyna się 1 września. Muszę zabrać swoje rzeczy od Majki z mieszkania, kupić bilet, ogarnąć swoje życie. Nie jest lekko, jak zwykle we wszystkim pomaga mi niezawodny Adi.

Pod koniec września się do Portugalii, nie mam mieszkania, zamieszkuję u Portugalki – koleżanki mojego kolegi, która jest psychopatką i nie pozwala mi nic robić samej i mogę wracać do domu dopiero po 22 i wychodzić o 6, bo wtedy nie ma jej brata. Poznaję Klaudię, jedziemy na plażę, tam zostaję okradziona, nie mam gdzie mieszkać, nie mam kasy, Klaudia nie zna mnie, ale pożycza mi 50 euro, wynajmuję najtańszy nocleg w mieście i zamieszkuję w hostelu dla robotników, w którym są sami faceci i w dodatku nudyści. Wszyscy śmierdzą, mają po 50+ lat. Jestem załamana, wychodzę na ulicę, kupuję piwo, dzwonię do Adriana i płaczę. Robię aferę w recepcji, że co to ma być, czemu Ci faceci są goli, a facet odpowiada, że nie może zmusić ich, żeby się ubrali. Ostatecznie dzwonię do rodziców (już kompletnie nie wiedziałam co robić) i tata przesyła Klaudii kasę. Klaudia postanawia zrezygnować z airbnb na zimę i wynajmuje mi pokój.

Bank przysyła mi kartę, mylą adres, przysyłają kolejną, niechcący ją blokuję. Brawo Magda.

Idę na uczelnię 3 tygodnie po rozpoczęciu roku, nie ma dla mnie miejsca na zajęcia po angielsku ani a kurs portugalskiego, który muszę zrobić. Jestem w dupie, ale przynajmniej mam gdzie mieszkać.

Życie nie jest nowelą, okazuję się, że wszyscy wokoło są młodsi ode mnie i rezygnuję ze spotkań towarzyskich, poznaję Simone (Włoch, rok starszy ode mnie, ale zaczyna mnie unikać, a ja tylko chciałam z nim porozmawiać o studiach). Teraz jest jednym z moich najlepszych przyjaciół, ale wtedy nie chciał ze mną rozmawiać, bo kręcił z moją kumpelą Hiszpanką i bał się jej reakcji. Serio, kurde, koleś, ja tylko chciałam zapytać o Ekonomię, nie wyobrażaj sobie za wiele.

Historia kończy w 80% się happy endem, ale nie zaliczam najważniejszego przedmiotu mimo, że napisałam esej po angielsku na 25 stron. Dzięk Wykładowco, muszę wrócić do Polski i zaliczyć egzamin w Warszawie.

W między czasie odwiedzają mnie moje przyjaciółki studiujące w Madrycie – Geno i Szilvi. Jest super. Przez fejsa organizuję wyjazd na Azory z randomowymi laskami z Holanii, Włoch i Niemiec.

Przylatuje do mnie kolejna przyjaciółka – Louise z Paryża, idziemy na imprezę urodzinową jej koleżanki Berenisse, która ma chłopaka Portugalczyka i tam poznaję Carlitos 56+, który okazuje się właścicielem całego piętra w kamienicy w najlepszej lokalizacji w Lizbonie. Wymieniamy się numerami.

Żyję sobie, dobrze się miewam, spaceruję, mało imprezuję, ale jest fajnie. Poznaję Olę, która jest projektantką mojego mieszkania.

2017 rok

styczeń – idę obejrzeć hawirę Carlosa, rudera jakich mało, wszystko stare, okna 100 letnie, ale czuję mega dobre vibes i zgadzam się tam zamieszkać, pokój jest wolny od końca lutego, a na dniach muszę wyprowadzić się do Klaudii więc postanawiam pojechać do Madrytu i zamieszkać kilka tygodniu i Genovevy

luty – pod koniec przeprowadzam się do Królestwa Carlosa, jadę na karnawał w Sitges, poznaję moich cudownych wspólokatorów, w tym moich przyjaciół Ariannę z Rzymu i Cankat vel Kitty Kat z Istambułu

marzec – stwierdzam, że chcę pojechać do Azji, dzwonię do Aissy i proponuję jej podróż na zakończenie studiów (Aissa konczyła wtedy studia Medyczne, jest anastazjologiem), Aissa, zgadza się, kupujemy bilety i kilka dni później decyduje się również jechać z nami Geno

kwiecień – zaczynam przygotowania do wyjazdu, idę do lekarza Medycyny Tropikalnej, namawiam Kitty Kat na podróż do Maroko

maj – 13 maja obchodzę 25 urodziny, a potem jadę do Maroko

czerwiec – przyjeżdza po raz kolejny Adi, wypożyczamy mini vana i jedziemy w podróż po Portugalii

lipiec – wprowadzam się z Portugalii, mój stolen paradise, płaczę tak mocno, że taksówkarz nie wie o co chodzi i dwa razy zatrzymuje się i pyta czy wszystko okej, wracam do Polski na 5 dni (robię ostatnią szczepionkę, kompletuję mandżur) i lecę do Azji, spotykamy się z Geno i Aissą w Bangkoku i zaczynamy naszą podróż przez Tajlandię, Laos, Kambodzę, Wietnam, Malezję (tam byłyśmy tylko 5 dni) i Indonezję

sierpień – podróżuję cały czas po Azji, pewnego dnia budzę się w Kambodży w Arkadia Backackers Hostel i stwierdzam, że jedna czegoś więcej chcę od życia, zawsze chciałam mieszkać w Hiszpanii i zrobię to, mam już CV po angielski, piszę list motywacyjny, budzę Geno i proszę o tłumaczenie, wpisuję w google “international trade company” i różne tego warianty po angielsku i hiszpańsku i wysylam cv z listem motywacyjnym, odzywa się do mnie firma z Barcelony, wymieniamy kilka emaili (wszystkie pisze za mnie Genoveva, o czym od początku informowałam tą Panią), mamy umówić się na Skype, ale cały czas jest kiepskie połączenie i ciężko znaleźć nam dogodny termin, dostaję tę pracę

wrzesień – pod koniec miesiąca wracam do Polski, za 3 czy 4 dni mam obronę, uczę się po kilkanaście godzin do obrony, ale nie za wiele umiem, a w sumie to czas kiedy mam stypendium naukowe i jestem prymuską, decyduję się nie iść na obronę, ale dzwoni moja koleżanka Paulina i mówi “5 minut wstyd, ale dyplom jest” więc idę, nie wypadam źle, ale szału nie ma

październik – wyprowadzam się do Barcelony, nie mogę znaleźć mieszkania, to jest totalny dramat, zamieszkuję w hostelu, potem w bardzo drogim mieszkaniu z dziwnymi ludźmi, następnie trafiam do mieszkania, w którym mieszkają 32 osoby (kiedyś był to hostel) w tym dwóch dilerów, płacę za klitę z łóżkiem, w której nie ma nawet miejsca na walizkę i musi ona stać na korytarzu 400 albo 450 euro, znajduję kolejne mieszkanie – super lokalizacja, duży pokój z balkonem 550 euro – jest tam stare łóżko i materac ze śmietnika, stoliczek z ikei za 5 euro, stare krzesło, duży stół i najtańsza szafa z Ikei

listopad – okazuje się, że mieszkam z dwiema Rosjankami, które są ekskluzywnymi Paniami do towarzystwa, wszędzie są ogromne karaluchy (klasyk w Hiszpanii), wspólokatorzy są tragiczni, nikt się do siebie nie odzywa, panuje tragiczna atmosfera, w pracy jest jeszcze gorzej, jestem wykorzystywana, moja menadżerka zwala na mnie wszystkie swoje obowiązki, a sama przychodzi do pracy kilka godzin później i udaje przed Szefostwem w Bilbao, że jest w pracy, nikt nie mówi po angielsku, używają google translantora, każą mi odbierać wszystkie telefony, a ja nie znam hiszpańskiego i nigdy go się nie uczyłam (tylko z filmów i jestem mega zaskoczona, bo prawie wszystko rozumiem i dużo mówię), w pracy śmieją się z mojego języka, z akcentu, jest mega niefajna amosfera, nie uczę się niczego nowego

Czas w Barcelonie był bardzo ciężki, mieszkałam już w dwóch innych krajach, ale nigdzie nie było tak ciężko poznać ludzi. Poznałam Wikę i starałyśmy się cały czas wychodzić, poznawać ludzi, uczęszczałyśmy na tandemy językowe, chodziłyśmy na urodziny do randomowych ludzi (znajomych naszych znajomych z poprzednich wymian), było bardzo ciężko. Każdy mówił, że Barcelona to przejściowe miejsce, że nikt nie traktuje jej na serio. Katalończycy nie są ani trochę podobni do Hiszpanów jakich znałyśmy, nie chcą zaprzyjaźniać się z innymi, są bardzo dumni i zakochani w sobie. Faceci są chętni na znajomości, ale chodzi im tylko o jedno. Nie było łatwo. Poznajemy Włocha Simone, zaczynamy więcej wychodzić, poznawać ludzi, ale naprawdę wiele nas to kosztuje. Zebrałyśmy się w sobie i naprawdę dużo samozaparcia nas to kosztowało. Wychodzenia spoza strefy komfortu, zagadywanie do ludzi, wychodzenia minimum 3 razy z domu nawet jak byłyśmy zmęczone po pracy.

grudzień – Simone dzwoni i mówi, że jego współlokator jedzie do Am Płd i wynajmie mi swój pokój na 3 miesiące, super lokalizacja, dobra cena, fajni współlokatorzy, brak okna (standard w Barcelonie)

2018 rok

styczeń – po raz kolejny zmieniam mieszkanie i zaczyna być fajnie w tej Barcelonie. To wszystko zasługa Simone.

marzec – kończę pracę i mam wrócić do Polski, wstaję i stwierdzam, że nie lecę, dzwonie do Mamy, Adriana, Taty i mówię, że muszę jeszcze zostać na miesiąc, przyjeżdza Klaudia z Agatą i namawiąją mnie znowu na bloga, Aga opowiada mi o swojej koleżance, która prowadzi YT, pijemy dużo wina i zakładam Cebulę, bardzo dużo w tym wszytskim pomogła mi Klaudia.

Przez 2 tygodnie podróżuję solo po Płn Hiszpanii – Kraj Basków, Asturias Galicja. Potem lecę na Ibizę i Lanzarote.

kwiecień – wracam skruszona do domu, zaczynam szukanie pracy, wysyłam kilka CV dwie firmy się odzywają, zapraszają mnie na rozmowę, idę i ta jedna od razu chce mnie zatrudnić, nie jest to praca marzeń, ale nie mam już kasy i muszę gdzieś zacząć pracować, najwyżej w trakcie poszukam czegoś nowego

maj – jadę na majówkę do Krakowa, POWSTAJE INSTAGRAM CEBULI, zaczynam pracę w korpo pod Warszawą

podróżuję sobie – Ukraina, Budapeszt, w październiku lecę na Kubę i od połowy listopada każdy weekend spędzam na city break – Włochy, Belgia, UK

październik – podejmujemy spontaniczną decyzję o ślubie bez zaręczyn, rezerwujemy stodołę pod Warszawą i płacimy 100% ceny, nie ma odwrotu

grudzień – pisze do mnie Martyna i proponuje organizowanie wyjazdów dla moich obserwatorów, spędzam Sylwestra z Adim w polskich górach

2019 rok

marzec – Adi mi się oświadcza w Rzymie (ślub mamy już zaplanowany od października), zrywam toksyczne znajomości, które destruktywnie na mnie wpływały

kwiecień – zabieram babcię pierwszy raz za granicę do Rzymu, jadę na pierwszy wyjazd z Cebulami do Gruzji

czerwiec – rzucam pracę w korpo

lipiec – pracuję na eventach, umiera bliski członek mojej rodziny i to mnie totalnie rozkłada, zaczynam mieć paranoje, boję się odbierać telefony od bliskich

sierpień – odbieram swoje 30m2 mieszkanie w Warszawie, jadę w podróż po Bałkanach z Adim, a potem z Magdą do Kazachstanu i Kirgistanu

wrzesień – rozpoczynam pracę jako pilot wyjazdów incentive, lecę na Majorkę, szybko z tego rezygnuję, nie moja bajka

październik – organizuję kolejny wyjazd dla Cebul: Gruzja + Armenia

grudzień – zaczynam robić pierwsze współprace płatne na swoim profilu i stawiam wszystko na Cebulę, daję sobie czas do lipca 2020 roku, jak się nie powiedzie, to rzucam ten biznes 😉

jestem 127 dni w podróży, 97 w podróży poza granicami Polski, odwiedziłam 16 krajów w tym 9 po raz pierwszy w życiu

PODSUMOWANIE

Mieszkałam w trzech krajach, w dwóch z nich (Włochy i Portugalia) studiowałam, a w Hiszpanii pracowałam. Byłam na dwóch większych tripach po Azji i USA.

Odwiedziłam 45 krajów mam znajomych z całego świata, ale to nie przyszło samo. To wynik mojego samozaparcia i dążenia do celu. Życia poza schematami

Moje podróże to zawsze było low cost – najtańsze loty (jak mieszkałam we Włoszech to latałam do Paryża, Londynu cz Amsterdamu za max 30-40 euro), spanie na lotnisku, couchsurfing, dormy w hostelach.

Teraz zaczynam się utrzymywać z podróżowania, organizuję wyjazdy dla was i spełniam swoje marzenia, ale droga do tego nie była najłatwiejsza i wymagała ode mnie wielu wyrzeczeń i poświęceń, ale na pewno miałam lepszy start niż inni. Przez całe studia pracowałam, ale rodzice wspierali mnie finansowo i na każdej wymianie dawali mi pieniądze. Mieszkałam z rodzicami, a potem u mojej przyjaciółki w mieszkaniu, studiowałam dziennie także nie musiałam płacić za czynsz ani za studia. Na pewno miałam dużo szczęścia, a mniej rozumu hahahaha.

Na pewno to gdzie teraz jestem to zasługa mojej ciężkiej pracy i dążenia do celu, ale też bardzo wiele zawdzięczam moim rodzicom, którzy zawsze kładli nacisk na moje wykształcenie i są surowi, często mnie krytykują i nie pochwalają tego co robię, ale myślę, że w głębi serca wspierają mnie w tych wszystkich szaleństwach.

Komentarze:

  • 5 stycznia 2020

    Jeden z najlepszych wpisów! Przeglądając instagrama i scrollujac wszystkie podróżnicze profile człowiek może sobie pomyśleć, że życie podróżnika jest usłane płatkami róż i wygląda równie dobrze jak zdjęcie z wyjazdu na Instagramie.
    Dziękuję, że podzieliłaś się swoją historią, bo daje dużo do myślenia! Mówi o tym, że warto stawiać sobie cele, że przeciwności losu nie są po to, żeby nas załamywać, ale po to, aby tworzyć coś jeszcze piękniejszego!! Pozdrawiam i życzę, aby lipiec 2020 przyniósł Ci więcej, niż teraz oczekujesz!! ❤️❤️

    Odpowiedz...
    • Ania

      5 stycznia 2020

      Jesteś niesamowita! Powinnaś być z siebie ogromnie dumna. Inspirujesz ludzi, napawasz pozytywną energią! Jestem mega pod wrażeniem Twojej historii. Brawo Cebula! ❤️

      Odpowiedz...
    • Paulina

      5 stycznia 2020

      Wow.Super wpis.Chyba najlepszy jaki czytalam .Jestes moja inspiracja do podrozowania 🙂

      Odpowiedz...
    • Ada

      5 stycznia 2020

      Cebula jesteś tak wielka inspiracją i skarbnica wiedzy! Wlasnie parę dni temu znalazłam weekend w Neapolu i pierwsze co to zajrzałam na Cebulowego insta, aby trochę się wspomóc (np gdzie najlepsza pizza :D). Powodzenia i spełnienia wszystkich podróżniczych marzeń!!!

      Odpowiedz...
    • Maja

      6 stycznia 2020

      Madzinko Cebulinko. Fajnie, że to wszystko opisałaś, będziesz miała pamiątkę, a i mi przypomniało się kilka ciekawych przygód dzięki temu wpisowi 😉
      Kocham, buziaki <3

      Odpowiedz...
  • Iga

    5 stycznia 2020

    Jesteś zajebista i mega inspirujaca! Rób dalej to co robisz bo idzie Ci świetnie!

    Odpowiedz...
  • Katarzyna

    5 stycznia 2020

    Magdo, jesteś ogromną inspiracją, dzięki, że się dzielisz swoją prywatnością, na pewno to wiele, ale w obecnych czasach autentyczność taka jak Twoja jest na wagę złota. Nie przestawaj robić tego co robisz bo robisz to dobrze! Mam nadzieję, że w to nie wątpisz (a jeśli jeszcze, to oby z czasem wątpliwości znikały).
    Przesyłam ogrom wytrwałości i może kiedyś uda się pojechać na jeden z Twoich organizowanych (wierzę że licznych) wyjazdów!

    Odpowiedz...
  • Ania Londyn

    5 stycznia 2020

    Madzia wszystko w życiu jest po coś 😉 i jak to się mówi nic nie dzieje się bez powodu.
    Super że jesteś taka szczera i opowiedzialas nam o tym.
    2020 bedzie Jeszcze lepszy tego Ci życzę. Buziaki 🤩😍

    Odpowiedz...
    • Kamila

      6 stycznia 2020

      Woooow, po przeczytaniu tego wpisu to pierwsze co powiedziałam. Ja również staram się wychodzić poza schematy i próbować coraz to innych/nowych rzeczy 😀 niestety nie tak szaleńczo jak Ty, ale przynajmniej mam teraz osobę, która będzie mnie motywowała żebym gdzieś częściej wyjeżdżała 😊😊

      Odpowiedz...
  • Iga (inna niz ta poprzednia)

    5 stycznia 2020

    Jestes kims z kim bym chciala sie zaprzyjaznic

    Odpowiedz...
    • Ola

      5 stycznia 2020

      Podziwiam Twój upór, samozaparcie, odwagę i siłę. Jesteś autentyczna, szczera i zajebista w tym co robisz, rób to dalej!

      Odpowiedz...
  • Narcyza

    5 stycznia 2020

    Dzięki ci za ten wpis. To fajnie, że ktoś szczerze opisuje przypałowe czasy nastoletnie, nie czuję się sama z tym co odwalałam w gimnazjum 😀 zazdro życia ogólnie, że tyle się działo, tyle świata widziałaś i taka byłaś odważna

    Odpowiedz...
  • Diana

    5 stycznia 2020

    Przeczytałam to jednym tchem ! Wydaje sie z pozoru jakie to ludzie mają latwe życie bo cos osiągnęli. Czesto sie nie zastanawiamy co przeszli po drodze. Nie znam Cie ale jestem pod ogromnym wrażeniem Twojego uparcia w dążeniu do celu. Nawet w gorszych chwilach pamietaj, że baabo jesteś Zaajebista ! Przyznam, ze Twoj wpis mnie zmotywował do działania. Ludzie zdecydowanie za czesto narzekają zamiast zwyczajnie ruszyć dupsko. Powodzenie w dalszym zyciu! 😊

    Odpowiedz...
  • Joanna

    5 stycznia 2020

    Podziwiam, mam 42 lata i nie przeżyłam tylu przygód choć mam fajne życie ale teraz już większą stabilizacja. Podróże uwielbiam, Ciebie podziwiam za odwagę, upór i mega robotę. Całusy inspiracjo.

    Odpowiedz...
  • piorkowd

    5 stycznia 2020

    Uwielbiam! Miło było to przeczytać. Śledzę cię ciągle na Instagramie i to mój najlepiej spędzony czas na tej apce a przy tym dużo mogę się dowiedzieć. Bardzo to cenię i życzę Ci żeby spotkały Cię jak najlepsze rzeczy w życiu. Fajnie że nie zalamujesz się tylko idziesz dalej! To jest coś czego ja właśnie muszę się nauczyć, ale myślę że jeszcze trochę mi to zajmie. Dzięki Cebula!

    Odpowiedz...
  • Przyszłam z insta

    6 stycznia 2020

    Kurcze stwierdziłam to już dawno, ale w tym momencie mogę tylko to powiedzieć JESTEŚ SZALONA.
    Jesteś osobą bardzo inspirującą i ciekawą, a zarazem taka zwykła swoja kobita. Miło było poznać twoją historie. Cieszę się, ze sama przyznajesz, ze nie wszystko było idealne, ze byłaś głupiutka momentami. Liczę, ze zawsze będziesz taka szczera (oczywiście zachowując prywatność itp). Chodzi mi o nie idealizowanie wszystkiego tak jak to robi baaardzo duzo osób.

    Odpowiedz...
    • Sylwia

      6 stycznia 2020

      Omg! Co za historia! Gratuluję odwagi! Mega się cieszę, że powstał twój blog, instagram odświeżalam wczoraj co chwile, aby poznać kolejne przygody Cebuli, a moim małym marzeniem jest aby w tym roku wyjechać gdzieś z Toba 😍

      Odpowiedz...
  • Julia

    6 stycznia 2020

    Nawet nie wiesz, jak fajnie to czytać 🙂 trzymam kciuki

    Odpowiedz...
  • 6 stycznia 2020

    Nie byłabyś sobą teraz, gdybyś nie przeżyła tego, co przeżyłaś. Podziwiam Cię za upór i odwagę do zmian. Obserwuję Cię na insta od dłuższego czasu i to Ty mnie zainspirowałaś żeby odwiedzić Hiszpanię. I udało się! Byłam i zobaczyłam jej malutką część dzięki Tobie! Życzę Ci wszystkiego najlepszego na 2020 rok! 🙂

    Odpowiedz...
  • M

    6 stycznia 2020

    Jesteś cudowna Cebulko!
    Na prawdę Twoja historia może pomoc wielu osobom bo tyle z nas przechodzi również przez upadki i upadki i te upadki się nie kończą.. i jesteś taka inspiracja żeby się nie poddawać! 😫

    Odpowiedz...
  • 6 stycznia 2020

    Prześledziłam całe story na insta – super! – i potem przeczytałam tutaj:) tylko mam taką uwagę, zarówno do tego wpisu, jak i do innych poradników, żebyś może zredagowała przed wrzuceniem 😛
    bo czasem zjadasz jakieś słowo czy cos, a taka podstawowo korekta by nie zaszkodziła (mam nadzieję, ze ten komentarz był delikatny i nie wyleje się na mnie hejt :))

    Odpowiedz...
    • Magda Staszewska

      6 stycznia 2020

      ja wiem o tym ;(, ale już nie miałam na to czasu, ja bardzo często redaguję to sama, ale nie widzę swoich błędów, zwłaszcza przy takiej długości tekstu, bardzo mi zależało, żeby skończyć wczoraj ten wpis i go dodać, bo wiele osób na niego czekało 😉 a samo napisanie + stories zajęło mi 9-10h

      Odpowiedz...
  • Kasia

    6 stycznia 2020

    Po takich historiach w życiu nie wyobrażam sobie Ciebie w innej pracy 🙂

    Wnioskuję, że Adi musi być złotym człowiekiem, bo pewnie nie widywaliscie się często.

    Pozdrawiam

    Odpowiedz...
  • zaq

    6 stycznia 2020

    o matko bosko ! 😀 super przeżycia, będziesz mieć co dzieciakom opowiadać, ale jak się wdadzą w Ciebie to już współczuję i życzę cierpliwości haha 😀
    a mam pytanie odnośnie studiów, pewnie mówiłaś milion razy, albo i napisałaś w tekście, ale oczywiście ja nie wyhaczyłam tego.. drugi kierunek, który studiowałaś to logistyka? od początku studiowałaś czy tylko na mgr sobie na nie poszłaś? 🙂 biję się z myślami nad zmianą kierunku na mgr i dlatego chciałam się dopytać, jak to u Ciebie wyglądało 😀

    Pozdrawiam 🙂

    Odpowiedz...
  • sylwia

    29 maja 2020

    czytam, czytam i nie ogarniam co? gdzie? kiedy? i z kim?
    Magda, Ty krejzolko:)
    Trzymam kciuki za rozwój Cebuli
    Jesteś NIESAMOWITA :*

    Odpowiedz...
    • Magda Staszewska

      6 czerwca 2020

      dzięki! <3 ten wpis powstał bardzo spontanicznie, miałam wtedy dużo flow, dlatego z góry przepraszam za literówki 🙂

      Odpowiedz...
  • Magda

    3 października 2020

    Ten wpis jest super. Bardzo inspirujący. Niewiele osób z social media opisuje prawdę, wzloty i upadki bez lukru. Dzięki, że podzieliłam się tym z nami

    Odpowiedz...

napisz komentarz